Co się stanie, gdy kaganek wybuchnie.

Wybuch fajerwerków na pożegnanie

Kiedyś w szkole deklamowałam: „Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei I przed narodem niosą oświaty kaganiec “.  Przez lata niosłam potem ten kaganek aż w końcu nadszedł czas przekazania go młodszym. Myślałam, że to będzie takie typowe, trochę nudne pożegnanie. Kawa, ciastka, kwiaty, jakiś drobiazg, kilka łez wzruszenia i zamknięcie za sobą drzwi do pokoju nauczycielskiego.  Tymczasem masz!  Strajk! I to jaki!  Od razu na cała Polskę. Z takim hukiem to jeszcze żadna emerytka nie odchodziła. Kaganek oświaty niby tlił się i tlił przez lata, ale jak już wybuchł, to nieźle poparzył. I z sukcesu reformy zostały popioły.  A może jednak pojawi się diament?

Co się stanie, gdy kaganek wybuchnie.
Co się stanie, gdy kaganek wybuchnie.

Nie należałam do żadnego związku. Przez lata starałam się pracować tak, abym mogła być dumna z tego, że jestem nauczycielką. Stąd moje różne projekty. Poszczególni uczniowie brali udział zwykle w jednym; natomiast ja zrealizowałam ich całkiem sporo. Po drodze widziałam jakie przeszkody musi pokonywać nauczyciel, jeśli chce prowadzić ciekawe lekcje i nie wypalić się zawodowo. Protestować mogłam tylko drobnymi gestami. Kiedyś nie przyjęłam zapłaty za staż studentki. Koledż wycenił moją pracę  – 1,50zł za godzinę. Stwierdziłam, że za te trzydzieści kilka złotych mogą zakupić książkę do biblioteki, co napisałam na umowie. Komentarz: „Tym nauczycielom przewraca się w głowie.”  A ja tylko chciałam pokazać przyszłej nauczycielce, że nie można pozwalać się obrażać.

Dość tego – kaganek gaśnie

Konsekwentnie  przystąpiłam do strajku, chociaż akurat dla mnie powinno to być już obojętne. Odchodzę na emeryturę, więc finansowo nic nie zyskam. Liczyłam się natomiast z utratą wypłaty za czas strajku. Mogłam przesiedzieć w świetlicy z dwójką dzieci i mieć za to zapłacone. Tym samym zaprzeczyłabym wartościom, które są dla mnie ważne. Choroba na kilka dni wyeliminowała mnie ze strajku. Nie miałam wyrzutów sumienia, ponieważ i tak jestem jedną z najmniej chorujących lub biorących wolne na opiekę nauczycielek.

Nie na darmo zaczęłam od wybuchu kaganka. Do tej pory słyszałam o strajkach. Widziałam w TV, a nawet na żywo, gdy górnicy przed pobliską spółką węglową powodowali wybuchy, rzucając petardy. Ale nauczyciele? Z misją? Pędzili na szkolenia, robili podyplomówki, pisali tony papierów. Przykład? Obecnie na 99 uczniów 32 ma opinie poradni. Dla każdego ucznia należało napisać cztery strony dostosowań. I pamiętać, aby zapewnić zróżnicowane testy dla dyslektyków. O obowiązkowym siedzeniu przez godzinę raz w tygodniu w oczekiwaniu na przyjście rodziców, kiedy nie przychodził nikt, nawet nie warto wspominać. O podręcznikach zmienianych z każdym rocznikiem, o nierealnej podstawie, o wycieczkach …. Pomijam całą litanię, bo każda pozycja zasługuje na osobny post.

Strajkowe doświadczenie Jastrzębia

Gdzieś pod koniec lutego lub na początku marca trafiłam na Facebook „My, nauczyciele”. Było tam wówczas nieco ponad 1000 osób. Teraz jest już prawie 16 tysięcy. W międzyczasie powstał Fanpage „Jastrzębscy nauczyciele – strajk 2019”.  Tutaj mogłam obserwować, co się dzieje w Jastrzębiu. A działo się dużo. Do tej pory spotykałam jastrzębskich nauczycieli raczej przedmiotowo (na konferencjach) lub na uroczystościach. Trudno w takich sytuacjach rozmawiać o problemach dotyczących oświaty jako całości.

Jastrzębskie forum internetowe okazało się genialnym miejscem. W dodatku, jak się zorientowałam, prym wiódł Zespół Szkół nr 6, który może pochwalić się osiągnięciami na skalę kraju. Jego uczniowie wygrywają też konkursy zagranicą. (Starą szkołę górniczą przerobili na technikum i liceum specjalizujące się w informatyce.) Szkoła ma kontakt z Politechniką Śląską i najlepsi uczniowie już w szkole realizują projekty na poziomie uniwersyteckim. „Szóstka” osiągnęła wysoką pozycję  w ogólnopolskim rankingu.  O ile małą osiedlową szkółkę, jak moja, można byłoby zgasić, zastraszyć, to z najlepszą w mieście szkołą nie było już tak prosto. W dodatku do forum nauczycielskiego dołączyły inne szkoły i przedszkola.

Jastrzębie-Zdrój to jedno z trzech miast sierpniowego strajku. Zaczęło Wybrzeże, ale myślę, że kiedy dołączył Śląsk, góra zrozumiała, że nie da się ugasić pożaru. Mimo, że wyrosło kolejne pokolenie, to ten strajkowy duch odrodził się błyskawicznie . Były wyprawy na marsze do Warszawy, ale też i dyskusje  nauczycieli. Wszystkich nauczycieli. Dokładniej, przedstawicieli wszystkich szkół. Każdy mógł strajkować w swojej szkole lub pojechać do „Szóstki”.  Dziewczyny wracały bardzo podbudowane, ponieważ po raz pierwszy nauczyciele aż tak zjednoczyli się. I walczyli w słusznej sprawie.

Trzy zmartwione nauczycielki

Oczywiście nie wszystko szło gładko. Nauczycielki martwiły się o swoich uczniów zdających egzaminy. Miały wrażenie, że opuściły swoich podopiecznych. Martwiły się o:

  • niespłacone kredyty,
  • niezrealizowane lekcje,
  • sens samego strajku.

Miały wyrzuty sumienia, że coś obiecały wychowankom, a teraz nie będą w stanie dotrzymać słowa. Jeśli któraś podjęła się zorganizować  uczniom tak zwaną noc w szkole, to teraz miała poważny dylemat – zastanawiała się czy zostawić swoje osobiste dziecko i zająć się przez kilkanaście godzin cudzymi, czy też nie. Oczywiście, jeśli wycieczka była opłacona, to nauczycielki pojadą na nią. Jednak ta, która wcześniej zorganizowała trzydniową wycieczkę, żałowała, że jej mąż musiał wziąć dwa dni urlopu, aby zająć się w tym czasie ich własnymi dziećmi, a ona w tym czasie zajmowała się swoimi wychowankami. Te i wiele innych przykładów pokazują, że trzy uśmiechnięte nauczycielki, pijące kawę po udanych luksusowych zakupach, to może być tylko marzenie owych pań.

W co wpatruje się nauczycielka

Oprócz własnych zmartwień dochodziły jeszcze opinie innych. Wiadomo, że nikt nie uniknie krytyki, ale jeśli krytyka wychodzi z własnego środowiska, to już boli. Oskarżanie nauczycieli o dbanie tylko o własne portfele i demonstrowanie tego jako lekcji dla uczniów jest niezrozumieniem samej idei strajku. Nazywanie ich najemnikami, wyrobnikami, zapatrzonymi w stan konta pokazuje jak nisko upadł autorytet pedagoga.  Owszem, nauczyciele domagają się podwyżki adekwatnej do statusu zawodowego. Jednak to sama nieudana reforma edukacji doprowadziła do wybuchu frustracji.

Jako nauczycielka jestem w stanie wytłumaczyć czas Present perfect w kilka minut. W jakiej natomiast sytuacji są uczniowie? Przyszli do szkoły rok wcześniej i mieli początkowo dostosowany program. Po reformie trafili na program dla klasy o rok starszej, czyli w sumie jest dwa lata różnicy. Nauczyciel ma obowiązek zrealizować podstawę programową. To kontroluje dyrekcja. Rodziców interesuje raczej czy nauczyciel „przerobił” podręcznik. Rodzice widzą zadane prace domowe i przeciwko temu protestują. Natomiast właśnie nauczyciel zdaje sobie sprawę, że tego rodzaju nauka odbywa się kosztem ucznia.  I przeciwko temu protestuje. Cała przyjemność uczenia / niesienia kaganka / dzieci zamienia się w frustrację, gdy ma się  świadomość, że nauka staje się dla dziecka koszmarem.

Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę…

Wydawało mi się, że niesiemy ten oświaty kaganiec w odosobnieniu. Ludzie pamiętają tylko swoją szkołę, mają własne dobre lub złe doświadczenia z młodych lat. Znają tylko nauczyciela od strony 18-tu godzin przy tablicy. Próbowałam przekonać koleżanki, że powinnyśmy pokazywać naszą pracę poza tablicową, bo w społeczeństwie nie ma świadomości ile oliwy musimy dolewać do przysłowiowego kaganka i jak strzec, aby ogień nie zgasł.  Nasza nowa koleżanka  powiedziała, że jest to bezcelowe –  „Ja sama zobaczyłam, jak ciężki jest to zawód, dopiero gdy  zaczęłam tu pracować. Wcześniej nie wierzyłam.”

Ja  jednak nadal uważam, że trzeba ludziom pokazywać naszą pracę. Nasze ożywione dyskusje nad oświatą toczyły się albo w zamkniętych pokojach w szkołach, albo zamkniętych forach internetowych. Myślałam, że wszyscy o tym wiedzą i wszyscy tym interesują się. Nie wiedzieli, bo niby skąd, skoro grupa dyskutowała za zamkniętymi drzwiami. Na szczęście  coraz więcej nauczycieli pisze o  swoich obowiązkach na  blogach.

Gdy  końcu tlący się kaganek wybuchł,  podmuch sprzeciwu przeleciał nad Polską i nie przejdzie już twierdzenie, że reforma oświaty to wielki sukces.  Za to zaczyna mówić się o reformie reformy.