Czy warto mieć mentorkę lub być mentorką?

Mieć mentorkę czy być mentorką?

Pytanie czy warto mieć mentorkę lub być mentorką może wydawać się śmieszne. Jesteśmy narodem indywidualistów; kto nam będzie mówił, co mamy robić. Osobiście zawsze lubiłam czegoś się uczyć. Chociaż często w tej nauce byłam osamotniona. Gdybym miała mentorkę… Szkoda, że nie jest to funkcja bardziej popularna wśród kobiet. A może powinnam użyć raczej czasu przeszłego?

Jednym z największych stresów w życiu człowieka jest podobno przejście na emeryturę.  Emerytura to kres pracy zawodowej. Nic już nie muszę. Nie muszę doskonalić swoich kompetencji i  uczyć się. Czyżby? Przecież sztandarowym projektem Unii Europejskiej jest „Uczenie się przez całe życie”. A to oznacza, że wiek nie zwalnia z konieczności dalszej nauki. Aż prosi się, aby zacytować Henry Forda: Każdy, kto przestaje się uczyć jest stary, bez względu na to, czy ma 20 czy 80 lat. Kto kontynuuje naukę pozostaje młody. Najwspanialszą rzeczą w życiu jest utrzymywanie swojego umysłu młodym. 

Co jednak robić, kiedy kończy się definitywnie pewien okres w życiu człowieka?

Przez moment naszły mnie czarne myśli, że ostatnio zupełnie nie rozwijam się. Nie robię projektów, nie biorę udziału w konferencjach. Totalny zastój. Potem przyszła refleksja. Uważam tak, ponieważ utknęłam na File Zilla. A przecież borykanie się z tą nieszczęsną dla mnie Zillą, to nic innego jak uczenie się. Weszłam na zupełnie nowe terytorium. Nowe, bo za moich szkolnych lat nikt nie słyszał o komputerach. Trafiłam ze swoim życie na wielki przełom w dziejach ludzkości. I choć opóźniona, to jednak jakoś całkiem sprawnie poruszam się w wirtualnym świecie. A dzięki dzieciom (no, macie rację, świat przewrócił się do góry nogami), mam szansę nie zostać totalnie w tyle. Tworzę własną stronę internetową. Samodzielnie. Dzięki temu odkrywam zupełnie nowy świat. I to jest fascynujące. I ten świat, i ta nauka.

Warto mieć mentorkę
Warto mieć mentorkę

Aby nauka poszła szybciej, warto mieć mentorkę.

Kiedy tylko trafiłam na pierwsze nazwisko, dalsze posypały się ciurkiem. Mogę nawet zaryzykować określeniem – nastąpiła lawina. Lawina nazwisk osób, które chcą nas kształcić w najróżniejszych dziedzinach. Rozwój osobisty to  numer jeden. Lubię czytać. Mam za sobą sporą listę pozycji z literatury pięknej. Jednak czytanie dla rekordu nie ma dla mnie większego sensu. Z kolei do literatury typu rozwój osobisty podchodziłam z pewnym dystansem. To, co się sprawdziło u kogoś, nie zawsze musiało sprawdzać się u mnie. I zwykle na koniec ktoś chciał mi coś sprzedać. W końcu wyrosłam w epoce cinkciarzy. Kto wówczas przypuszczał, że wystarczy drobna zmiana w systemie ustroju, a ci sami ludzie będą nazywać się przedsiębiorcami  lub biznesmenami.

Mogę narzekać, że urodziłam się za wcześnie, bo teraz są ciekawsze czasy. Lub  uskarżać się, że gdybym miała kiedyś mentorkę, to życie potoczyło by się o wiele lepiej. A mogę też skorzystać z tego, co podsuwa mi współczesność. Tak naprawdę to całkiem dobrze wykorzystałam szanse, które dawał mi los. Pierwsza książka z rozwoju osobistego to była przypadkowo wybrana „Growing Strong In the Seasons of Life” Charles R. Swindoll. O wyborze  zdecydowało zdanie o drzewie, do którego później wrócę. Zupełnie inną książką, tym razem świadomie wybraną z okazji narodzin wnuka, była  „I need you! Being Friends With Your Grandkids”. Nie wiem czy jestem dobrą babcią, ale miałam poczucie, że spełniłam swój obowiązek i przygotowałam się do tej roli. Potem czytałam różne książki, często w języku angielskim, ponieważ przy okazji doskonaliłam swój warsztat  jako nauczycielka.

Współczesne mentorki

Współczesność daje nam dostęp do całej plejady mentorów i mentorek. Flagowa Ola Budzyńska skupia wokół siebie tysiące młodych i bardzo młodych kobiet. Urzeka je jako „Pani swojego czasu”, wprowadzając w sensownie zorganizowane życie. Z kolei Marta Krasonodębska jest specjalistką od biznesu. To u niej na szkoleniach gromadzą się hakerki sukcesu, czyli przyszłe bizneswoman. Ola Gościniak czyli Jestem interaktywna to specjalistka od informatyki. Właśnie z nią buduję moją stronę. No i teacherka Sylwia Dąbrowska aktorka i coach w sprawach filmowania. Lista jest bardzo długo i wciąż rośnie.  Dziewczyny polecają jedna drugą i to mi się podoba. Poza tym wszystkie  są najlepsze w swoich dziedzinach, więc czasami warto skorzystać z fachowej pomocy. Oczywiście  prowadzą płatne zajęcia, mają jednak ten gest, że dzielą się swoją wiedzą także  za darmo.  Z ich punktu widzenia na pewno warto być mentorką.

Kto rano wstaje, ten trenuje z Fryderykiem

Troszkę  inna jest sytuacja z Fryderykiem  Karzełkiem i jego  klubem 5:55. Obserwuję go tym chętniej, że robię to  na bieżni. Każdego dnia mam zapewnione 20 minut spacerku i nie nudzę się. Interesuje mnie raczej jego publiczność. Fryderyk  całkiem sensownie rozgrywa swoją działalność. Ma dużo do powiedzenia na temat rozwoju osobistego. Zarówno z własnego doświadczenia (miał dużą firmę w Niemczech i zbankrutował) , jak i z bogatej literatury. Ma też tak zwane gadane.

Ale jest coś więcej, czego nie uczą w szkole, a co jest dla mnie nowe – budowanie swojej społeczności. A buduje się ją takimi prostymi sposobami jak częsty kontakt (u Fryderyka jest to codziennie o 5:55!) i możliwość wglądu częściowo w życie prywatne. Jego komplementy  oraz sława milionera przyciągają ludzi, którzy czują się częścią grupy wybrańców.  Mają też poczucie, że zmieniają swoje życie na lepsze dzięki Fryderykowi.

Z własnego doświadczenia wiem, że

Wszystkie  wymienione osoby można by określić mianem mentorów. Ich praca polega na uczeniu innych, czyli można się od nich czegoś nauczyć. Z drugiej strony można uczyć się samemu. Tylko to trochę dłużej trwa. Pamiętam, gdy zaczynałam pisać pierwszą aplikację na unijny grant, nie mogłam przejść przez pierwsze strony. Na szkoleniu prowadząca pokazywała krok po kroku, więc teoretycznie widziałam, co mam robić. Niestety zajęło mi dwa tygodnie, aby kliknąć w odpowiedni klawisz i przejść dalej. To był naprawdę frustrujący czas. Gdybym mogła zadzwonić i poprosić o radę…  Dokładnie  to zrobiła koleżanka dwa lata później, która  utknęła w tym samym punkcie. Zadzwoniła, ale do mnie. Właśnie wróciłam z Exeter i już byłam bardziej doświadczona. Nie tylko poleciłam jej, co ma zrobić, ale też dodałam kilka informacji przydatnych w pisaniu aplikacji. Nasza rozmowa trwała kwadrans. Koleżanka zaoszczędziła sobie czas i nerwy.    Ja miałam okazję podzielić się doświadczeniem. Dlatego warto mieć mentorkę lub być mentorką.

Ty także napewno masz doświadczenia,  którymi chciałabyś się podzielić. To nie musi być wyjątkowo specjalistyczna wiedza. Na początek wystarczy, że zostawisz tu swój komentarz.