Sukces finansowy czy rozwój osobisty

Sukces finansowy to dziesięć tysięcy na rozwój osobisty?

Co dla przeciętnej kobiety jest ważniejsze – sukces finansowy czy rozwój osobisty? Kiedyś na babskim forum zapytałam prowokacyjnie, jak panie zainwestowałyby dziesięć tysięcy, gdyby miały taką kwotę wolną, tylko dla siebie. Tak jak przypuszczałam, okazało się to problemem. Większość odpowiedziała, że zainwestowałaby w jakiś kurs czy szkolenie. A ja myślałam o konkretnej inwestycji, a nie o edukacji. Znam wiele kobiet, które ukończyły różne kursy czy studia podyplomowe, co zawsze jest plusem. Niestety, nie przełożyło się to na wyższe zarobki.   W rezultacie,  dalej zostałam z fikcyjnymi dziesięcioma tysiącami, z którymi nie wiedziałam, co zrobić.

Znikoma  wiedza w zakresie finansów

Tymczasem,  sedno problemu leżało w wykształceniu. Przynajmniej przez dwa pokolenia nie uczono o zarabianiu pieniędzy i rozwoju osobistym. W PRL-u kto się wychylał ten badylarz lub cinkciarz. Wcześniej nie było lepiej. Patrz – Wokulski czy zakaz handlu pod groźbą utracenia szlachectwa. Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach. A może jeszcze wcześniej – bogacz i ucho igielne? To dlatego młodzi, którzy teraz wkroczyli na rynek, nie powinni się dziwić. Całkiem trafnie spostrzegł  prof. Witold Modzelewski: „Dopiero niedawno doznałem olśnienia: w języku polskim jest bardzo wiele słów związanych z biedą, a niewiele z bogactwem. […]…: musimy nauczyć się być Polakiem, któremu polskość nie utożsamia się z biedą, ale z zamożnością.”

Sukces finansowy ma na imię Fryderyk

Fryderyk Karzełek jest doradcą finansowym, prowadzi  „Grę o milion”, organizuje Inspiriady, czyli jak płatne szkolenia. Wydał książkę „Pieniądze są sexi.” Psychoterapeuta Mateusz Ostrowski twierdzi, że wątki psychologiczne, które porusza Karzełek, a związane z pieniędzmi, mogą  zmienić życie finansowe czytelników.

Czy Fryderyk to sukces finansowy czy rozwój osobisty
Czy Fryderyk to sukces

Według Fryderyka:

Pieniądze szczęścia nie dają; pieniądze psują charakter; bogactwo sprawia, że ludzie stają się samotni; […] a tak w ogóle wszyscy wiemy, że pierwszy milion trzeba ukraść. […]  Oklepane formułki wbijane do głów przez rodziców, nauczycieli czy księdza na niedzielnym kazaniu mają w rzeczywistości przygotować nas do dorosłego życia, do uświadomienia sobie, że nie jest ono – by użyć kolejnego frazesu- usłane różami. I dla zdecydowanej większości faktycznie nie jest ono łatwe, lekkie i przyjemne. […]  Czy to oznacza, że większość ma rację ? Otóż NIE!

Heksagon szczęścia Fryderyka

Prywatny heksagon szczęścia Fryderyka to równowaga  pomiędzy: “… pracą zawodową, dbaniem o zdrowie, finansami, relacjami międzyludzkimi, rozwojem osobistym i życiowymi pasjami, możemy poczuć się spełnieni i szczęśliwi.”

Jednakże nie jestem do końca przekonana. Jeśli ktoś lubi swój zawód, a jest to praca niskopłatna, to poniekąd znajduje się w pułapce finansowej.  Na przykład, nauczycielka z powołania, uwielbiająca swój zawód, nie ma szerokiego pole manewru. (Chociaż ja znalazłam małą odskocznię dla siebie – projekty unijne). Oczywiście można wziąć dodatkowy etat, zająć się korepetycjami, ale to już nie będzie to.

Prawie Truman Show

Na Fryderyka trafiłam przypadkowo. Potrzebowałam towarzystwa na bieżni, a on oferował je i to o odpowiadającej mi godzinie 5:55.  Początkowo wydawało mi się, że mówi tylko o rozwoju osobistym  a jego projekt ma trwać 555 dni. Później zorientowałam się, że w ten sposób buduje swoją społeczność.  W rezultacie , codziennie rano gromadzi przeciętnie 2000 osób. I jest to społeczność bardzo zaangażowana.  Ponad to, ostatni pomysł Fryderyka zwala z nóg. Jest arcyzagraniem; angażuje emocjonalnie.  Z drugiej strony,  wykorzystuje ludzką ciekawość do podglądania. Czy to Big Brother, czy „Truman Show”. W tym ostatnim filmie nieświadomy niczego bohater żyje w izolowanym środowisku podglądany przez tysiące kamer, które na żywo transmitują jego życie od narodzin.

Rozwój osobisty podczas pielgrzymki

Mam wrażenie, że w pomyśle Fryderyka splotły się trzy czynniki.  Po pierwsze, czytająca publiczność kojarzy książkę Paolo Coelho „Alchemik”, która rozsławiła pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Można zaryzykować, że dzięki książce takie pielgrzymki stały się trendy.  Po drugie, Fryderyk podał  wzruszający do łez powód swej pieszej pielgrzymki z domu do Compostela w intencji odzyskanie wzroku przez wnuczkę. Cel jak najbardziej szlachetny i godny wsparcia. Fryderyk ogłosił ten fakt publicznie i o te wsparcie poprosił.  W dodatku, będzie nadal prowadził spotkania na żywo o 5:55 dla swojej społeczności. Fani zobaczą miejsca, w których będzie przebywał. Z punktu widzenia turystycznego, na pewno będą to atrakcyjne widoki. Followersi Fryderyka mogą nawet zapraszać go do domów czy towarzyszyć mu w wędrówce. Osoby, które odznaczą codzienną obecność, otrzymają  nagrodę – jeden dzień biznesowego szkolenia za darmo. W rezultacie,  będzie to i sukces finansowy i rozwój osobisty.

Podsumowując, mam nadzieję, że uda mu się pokonać te setki kilometrów i dotrzeć do celu. Może nawet dziewczynka odzyska wzrok. Mimo, że to nie moja bajka, życzę mu jak najlepiej. Chociaż nadal nie wiem, jak zainwestować te fikcyjne dziesięć tysięcy. Fryderyk mówi: „Naucz się zasad inwestowania”.  Szkoda, że nie powiedział tego kilka dziesięcioleci wcześniej. A może powinnam zainwestować owe dziesięć tysięcy w pielgrzymkę do Compostela?