“Alicja” w literaturze

34. Dezsö Kosztolányi: Ptaszyna 

ref. książka Alicja Krainie Czarów, tłumaczenie

Na Węgrzech zawsze doceniano przekład literacki (taki ukłon małych krajów wobec samych siebie). Dorobek Kosztolányiego w tej dziedzinie też jest znaczący, niezwykłe wyczucie formy predestynowało go wręcz do roli tłumacza (Zimowa opowieść Szekspira, Alicja w Krainie Czarów, by wspomnieć tylko angielskie referencje.)

Z  przedmowy Petera Estreházyego

33. Joanna Bator: Ciemno, prawie noc

ref. malejesz, Alicjo, Humpty Dumpty

„Malejesz, Alicjo”, taka wiadomość z nieznanego adresu internetowego, wyświetla się nocą na ekranie mojej komórki i wiedziałam, że nadawcą jest ta sama osoba, która na forum podpisała się imieniem Homar. Przez całe życie miałam do czynienia z żartami na temat Alicji w krainie czarów i już się przyzwyczaiłam, ale ten irytujący awatar zaskoczył mnie swoją przenikliwością. Rzeczywiście po rozmowie z matką zaginionej Andżeliki czułam się słaba, pomniejszona.

___________________________________________________

Chłopiec okleił jajka czarno-białymi twarzami wyciętymi z gazet, domalowywał szczegóły farbami, dokleił włosy , które wyglądały na prawdziwe. –Jak mu powycinam, to zawsze zbiera – Zofia Socha potwierdził moje podejrzenia. (…) Pomyślałam, że moja siostra, kolekcjonerka osobliwości, zafascynowana tym co mroczne i niezwykła, uwielbiałaby tego upiornego małego artystę o elfich uszach. Wzięłam do ręki dzieła sześcioletniego Fabergé z wałbrzyskiej Palestyny, jajka patrzyły na mnie dwiema parami bliźniaczych oczu.

– Humpty i Dumpty – mruknęłam do siebie.

– Co? – Zofia Socha się zaniepokoiła.

-Są piękne – dodałam na głos, a babcia Patryka westchnęła z ulgą, zdałam jakiś test.

32. Marcin K. Schirmer: Wybitne rody które tworzyły polską kulturę i naukę

ref. wejście Alicji do krainy czarów

Połowa lat 60. XX wieku to czas rozkwitu kabaretów. Działały wówczas w Warszawie legendarne już dziś STS (Studencki Teatr Satyryków) i właśnie nowopowstały „Dudek”.[…] Dla Młynarskiego, młodego człowieka, ale już z uznanym dorobkiem, występy w tym kabarecie to była artystyczna nobilitacja. Po latach tak o tym mówił:

Moje przyjście do Dudka da się porównać z jednym: z wejściem Alicji do krainy czarów.

31. Halina Socha: Anielska Przystań

ref. tytuł - Alicja / kraina czarów

Oto jestem tu z moim ukochanym mężczyzną i to mi już wystarcza do szczęścia, on prowadzi mnie, a ja idę spokojna i czekam na …No właśnie na co?

-Piotr, co my robimy.

Stanęliśmy przed dwuskrzydłowymi drzwiami, otworzył je, a ja, jak Alicja z Krainy Czarów, przeszłam przez nie. Wytężałam wzrok, ale ciemność nas ogarniająca była nieprzenikniona.

Odświętnie ubrana spojrzałam do lustra i zobaczyłam radosną, ładna kobietę, która w niczym nie przypominała tej dawnej Alicji. Zamknęłam drzwi domieszkania i poszłam na spotkanie szczęścia w mojej Krainie Czarów.

30. Boel Westin: Tove Jansson Mama Muminków

ref. Alicja - ilustracje Tove Jansson

Alicja_30
Alicja jeszcze raz otworzyła widoki na rysunki w “stylu horroru”. Opowiadanie napawa strachem, nie ma w nim krzty sielankowości, co przejmuje Tove dreszczem zadowolenia, jak zwierza się Runnquistowi w (…) 1965 roku. Historia o Alicji była absolutnie surrealistyczna, była rzeczywistością „nad” tą, którą człowiek widzi i której doznaje. I tak chciała….

29.  Sean Covey: 6 najważniejszych decyzji, które kiedykolwiek podejmiesz

ref: Alicja i Gąsienica
Alicja_29

Lustro społeczne ciągle się zmienia. Jeżeli podstawą twojego wyobrażenia na własny temat jest to, jak widzą cię inni, nigdy nie zaznasz poczucia stabilności,

-A kimże ty  jesteś – powiedział Gąsienica (…) Alicja odparła onieśmielona: Ja  . . . ja prawie nie wiem, proszę pana, kim jestem w tej chwili … oczywiście wiem, kim byłam, wstając dzisiaj rano, ale wydaje mi się, że od tego czasu musiałam się przemienić parę razy.” [przeł. M. Słomczyński]

ponieważ opinie, mody i zwyczaje wciąż się zmieniają. Trudno za nimi nadążyć. Zaczniesz się czuć jak Alicja w Krainie Czarów.

28. Carlos Ruiz Zafón: Labirynt duchów

ref: Książka Alicja w krainie czarów

Alice_28

Siedmio-, może ośmioletnia dziewczynka stała w uchylonych drzwiach i go obserwowała. W rękach miała książkę, trzymała palec między stronicami niczym zakładkę. Fermin uśmiechnął się i wyciągnął do niej dłoń w geście powitania.

-Witaj , Alicjo – powiedział. – Pamiętasz mnie?

Dziewczynka wahała się, patrząc na niego nieufnie.

– Co czytasz?

-Alicję w Krainie Czarów

-Coś takiego ! Pokaż.

Wyciągnęła książkę, ale nie pozwoliła mu jej dotknąć.

-To moja ulubiona – stwierdziła, nie pozbywając się wcale swej nieufności.

– No tak, to też jedna z moich ulubionych. Wszystko, co dotyczy spadania przez dziurę, trafiania na świrniętych i potykania się o zagadki matematyczne, odbieram jako opisy czegoś, czego doświadczyłem na własnej skórze.

27. Leopold Trymand: Zły

ref. "Ala w krainie czarów"

Marta cofnęła się za próg, oczy rozszerzyły się jej z przerażenia: od razu wiedziała, do czego zmierza ten spełzły, wyblakły, straszliwy facet. Nagłym ruchem zatrzasnęła za sobą drzwi i błyskawicznie zaczęła pchać co cięższe sprzęty w ich stronę. „O Boże! Co to będzie? Co to będzie?”

— Cha, cha, cha — zaśmiał się Wilga, jakby podniecony akcją Marty.- Ty, Ala w krainie czarów! Otwieraj — zawołał i rąbnął ramieniem w drzwi.

Meble odsunęły się z lekkim chrobotem  pod tym pchnięciem.

— To pan inżynier chce tak na siłę? Na chama? — domyślił się  Kruszyna. — Coś nie tego. Czytał pan „Alę w krainie czarów?” To fajna knypa, nie?

Zupełnie bezmyślnie wparł się potężnym barkiem w drzwi, rozległ się hałas rozsuwanych sprzętów i drzwi puściły bez trudu. W kącie pokoju stała Marta z ciężką popielniczką z brązu w rękach.

— Jeśli któryś — zaczęła zdławionym głosem. Po policzkach płynęły jej łzy, wielkie i błyszczące jak srebrzysty groch.

— Bobuś! — rzekł cicho i przejmująco Wilga — łap ją!

— Zetnijcie mi głowę — szepnęła Marta bezsensownie.

— Cha, cha, cha — zaśmiał się serdecznie Kruszyna — Po co takie rzeczy? Od razu głowę? Zupełnie jak Królowa Kierów w „Ali”.

Widać było, że myśli jego bawią ciągle przy owej pasjonującej lekturze.

— Taaak — powiedziała głośniej Marta, zwracając się wyraźnie do Kruszyny — tylko gdzie są te ciasteczka z napisem „Zjedz mnie”, które pomagają w każdej sytuacji?

— To pani czytała „Alę w krainie czarów”? — ucieszył się Kruszyna.

— Oczywiście, że czytałam — rzekła Marta, łykając łzy. — To moja ukochana książka — uśmiechnęła się tak promiennie i zniewalająco, że Kruszyna aż przetarł oczy ze zdumienia: w uśmiechu tym dojrzał bowiem naraz Alę i Białego Królika, Susła, Księżniczkę, Zająca Marca, Kapelusznika i Króla Kierowego — jednym słowem to wszystko, za czym tęsknił, a czego nigdy nie widział ani w swym utraconym dzieciństwie, ani też nigdy później.

26. Lucyna Gołębiowska: A BOOK czy THE BOOK? o przedimkach w języku angielskim

ref. Początek /pierwszego rozdziału Alicji
Alicja w literaturze_26

Oto królewska rada z „Alicji w krainie czarów”

„Begin at the beginning,” the King Said, gravely, “and go on till you come to the end: then stop.”

Zamiast ćwiczeń – poziom wyższy

Oto początkowy fragment “Alicji w krainie czarów” L. Carrolla.

Alice was beginning to get very tired of sitting by her sister on the bank, and of having nothing to do; […] when suddenly a white rabbit with pink eyes ran close by her.

Poniżej ten sam fragment, który należy odpowiednio uzupełnić pamiętając, że nie wszędzie, gdzie znalazła się kreseczka (_) uzupełnienie takie jest potrzebne. Celem ćwiczenia nie jest tworzenie, lecz odtworzenie (na podstawie przeczytanego wcześniej tekstu) . […]

_Alice was beginning to get very tired of _sitting by_ her _ sister on _bank, and of having nothing to do; (…) when suddenly  _white _rabbit with _pink _eyes ran close by her.

Znakomita to metoda uczenia się, nie tylko stosowania przedimków. W podobny sposób można zaadaptować dowolny tekst.

 

25. Katarzyna Świeżak: M.O.D.A. MetkiObcasyDżinsyAdidasy

ref. matematyk, pseudonim, Alicja 
Alicja w Literaturze_25

Właściwie dlaczego rękaw bluzki ma mieć tylko jeden mankiet, sukienka – tylko jedną kokardę, a kurtka – jeden kołnierz? A gdyby tak było ich wiele – tyle, ile tylko się zmieści? Viktor Horsting i Rolf Snoeren postanowili to sprawdzić. I zaczęli projektować ubrania, w których poszczególne elementy powtarzają się wiele razy, czyli są multiplikowane. Łacińskie słowo „multiplicatio” oznacza mnożenie. A kiedy Viktor i Rolf zaczynają mnożyć, powstają stroje jak z bajki, w której wszystko jest możliwe Czegoś takiego nie potrafi żaden matematyk. Nawet jeśli zna się na bajkach – jak Charles Dodgson, który pod pseudonimem Lewis Carroll napisał „Przygody Alicji w Krainie Czarów”.
Projektanci poznali się i zaprzyjaźnili na studiach, a potem stworzyli markę Viktor & Rolf (w skrócie V&R).

24. Ewa Willim, Elżbieta Mańczak-Wohlfeld: A Contrastive Approach To Problems With English

ref. chapter 1

Contrastive Approach

[str. 94] “DOWN ….. (1) RABBIT-HOLE”              

Alice was beginning to get very tired of sitting by her sister on ….. ( 2) bank, and of having nothing to do:  once or twice she had peeped into ….. ( 3) book her sister was reading, but it had no pictures or ….. ( 4) conversations in it, `and what is ….. (5 ) use of ….. ( 6) book,’ thought Alice `without ….. (7 ) pictures or …..( 8) conversation?’ […]

`Well!’ thought Alice to herself. `After such….. ( 47) fall as this, I shall think nothing of tumbling down ….. ( 48) stairs!  How brave they’ll all think me at home!  Why, I wouldn’t say anything about it, even if I fell off ….. ( 49)  top of ….. ( 50)  house!’ (Which was very likely true.)
(From L. Carroll, Alice in Wonderland)

23. Marine Carteron, Podpalacze książek 1 Mój brat strażnik 

 ref. Alicja, królik, kot

Podpalacze

[str.105] Podniosłem go i uważnie obejrzałem – był to stary szpadel z masywnym drewnianym trzonkiem, nadgryziony zębem czasu, i z wyrytymi słowami” Znajdź mnie”.

Co za bzdury, znajdowałem się w środku przerażającego koszmaru, a jedyną rzeczą, jaką zostawił mi tata był szpadel z przesłaniem  rodem z Alicji w Krainie Czarów. Brakowało jeszcze tylko białego królika i uśmiechniętego kota.

22. R. Hassa, A. Mrzigod, J. Mrzigod, W. Sułkowski: Chemia podręcznik 

ref. Szalony Kapelusznik

Chemia Szalony Kapelusznik

Hg Rtęć występuje w przyrodzie w postaci minerału cynobru (HgS), któremu zwykle towarzyszy rtęć rodzima.

Chemia a literatura

Jedną z najciekawszych postaci Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla, jest uczestnik zwariowanej herbatki – Szalony Kapelusznik. Warto zauważyć, że wiele „dziwnych” elementów swojej książki Carroll zaczerpnął z życia codziennego, z wiktoriańskiej literatury dziecięcej lub z potocznych powiedzonek. Do tych ostatnich należy właśnie Szalony Kapelusznik (wywodzący się z XIX-wiecznego angielskiego powiedzenia „szalony jak kapelusznik”), a za jego obłęd odpowiada doskonale znany metal – rtęć. Otóż kapelusze wykonuje się najczęściej z filcu, który wytwarza się z wełny. Podczas tego procesu stosowano dawniej rtęć. Niezwykle szkodliwe opary tego pierwiastka, wdychane regularnie przez znaczną część dnia, bardzo niekorzystne wpływy na system nerwowy człowieka.

20. Mavis Cheek: Janice Gentle i seks

ref. Kot, “Dżem jutro”, Jestem już spóźniona

Gretchen O’Dowd rzadko o czymś śniła, ale tu akurat nie było wątpliwości: Wielkie czerwone usta, z licznymi, białymi jak perły zębami, wisiały nad nią jak ten kot od Alicji z Krainy Czarów. A właściwie to w ogóle mógł być kot, z tą bujną jasną grzywą i zgrabnym małym noskiem. Jedyną rzeczą, która nie zgadzała się (ale tego akurat należało spodziewać się w snach), były dwa ciemne lusterka nad tymże noskiem, w których widziała własne odbicie. Otwarła szerzej oczy: widziadło ze snu dostało teraz pary ramion i ni stąd, ni zowąd wydało się bardzo rzeczywiste.

– Cześć – powiedziało widziadło z amerykańskim akcentem. – Jestem Rohanne Bulbecker. A ty?

Gretchen stosownie do sytuacji wrzasnęła przeraźliwie. Przyczyna wrzasku zaczekała, aż wrzask ucichnie, po czym znowu się uśmiechnęła, wyciągając przed siebie złowieszczą, odzianą w rękawicę dłoń.

-Nic ci nie zrobię – powiedziała Rohanne Bulbecker, tym dobrodusznym tonem osoby, która doskonale potrafi komuś coś zrobić. Usiadła obok Gretchen i w lusterkach, za którymi ukrywały się jej oczy, ukazało się odbicie okrągłej, różowawobrązowej twarzy stężałej w grymasie strachu. -Czy jakimś cudem znasz może miejsce pobytu Janice Gentle? – spytała łagodnie.

Okrągła, różowawobrązowa twarz otrząsnęła się.

-N-n-nie –odparła Gretchen, z nadzieją, że to jest właściwa odpowiedź.

-I dupa zimna! – zaklęła Rohanne. Trzask uderzenia rękawicą o obleczone w skórę kolano sprawił, że Gretchen wzdrygnęła się i podskoczyła w miejscu.  (…)

Powiedziała sobie: kiedy świat zdaje się szydzić i odrzucać cię, winnaś czerpać odwagę z włóczni Christine de Pisan, tej, którą władała Pani Nadzieja, tej, którą ukochała sobie Cierpliwość, i tej, którą chroniła tarcza Wiary.

Nad głową usłyszała kroki, trzaśnięcie drzwiami, gruchotanie i brzęk tłuczonych butelek, jakby ktoś je specjalnie kopał. Ze schodów sturlał się podskakujący, pęknięty z boku kubek z jogurtem. Zatrzymała się. Kroki były coraz bliżej, niosły z sobą powiew irytacji. Janice przywarła do ściany na widok młodej kobiety, która zbiegała w dół schodów, mrucząc do siebie niczym Królik z Krainy Czarów odziany w elegancką, białą suknię: „Już jestem spóźniona. Już jestem spóźniona”. I jeszcze: ”Dlaczego ja?” W tym momencie przystanęła z oszalałym wzrokiem, by spytać: „On jest w Hongkongu, więc co ja tu robię?”

Janice potrząsnęła głową, starając się wyglądać jak strona zainteresowana.

-Czy ja nie mam lepszych zajęć? Czy on by przyszedł do mnie i umył mój zlew? – Młoda kobieta spojrzała nagle na swoje ręce. Oprócz niepokalanej sukni nosiła również parę jaskrawożółtych rękawiczek. Zagapiła się na nie takim wzrokiem, jakby zobaczyła krew. – No popatrz tylko – powiedziała.

Janice usłuchała.

Młoda kobieta zdarła jedną rękawiczkę z towarzyszeniem głośnego trzasku gumy, po czym cisnęła ją beztrosko i energicznie za siebie niczym Rosjanin kieliszek.

-No powiedz sama. Czy on by przyszedł do mojego mieszkania i zrobił to dla mnie? No powiedz? Czy ten pieprzony Jeremy zrobiłby to?- Poruszając się teraz mechanicznie i leniwie niczym manekin, zerwała powoli druga rękawiczkę i pozwoliła wypaść jej z ręki, na podłogę. I potem, zastukawszy lśniącymi obcasikami, skręciła za róg i zniknęła.

Janice pomyślała o swoim pięknym Dermocie Pollu i zastanowiła się ze smutkiem, czy on ma zlew. A jeśli on ma zlew, to ciekawe, czy sam go myje, a jeśli nie myje go sam, to czy ma kogoś, kto by go mył za niego? To mogła być ona, gdyby sprawy potoczyły się inaczej …

Podniosła rękawiczki. To wszystko było pomieszanie z poplątaniem. Jakby cały czas żyła na opak i potrzebowała kogoś, kto by ją poprawił.

–        Istniej zasada: Dżem jutro, dżem wczoraj … ale żadnego dżemu dziś [powiedziała Biała Królowa].

–        Ale czasem musi zdarzyć się, że będzie „dżem dziś” – zaoponowała Alicja.

–        Nie, nie może tak się zdarzyć – powiedziała Królowa. – Dżem jest co drugi dzień, a dziś nie jest co drugi dzień, prawda?

–        Nie rozumiem – powiedziała Alicja. – To jest okropnie zagmatwane!

–        Są to skutki życia na wspak – powiedziała łagodnie Królowa. Wszystkim się od tego początkowo kręci w głowie …*

Tak pomyślała Janice, nadziawszy się na ten bałagan i cudzą awanturę. Upuściła rękawiczki nieopodal i trąciła piętą rozbitą butelkę od mleka. Na kartce do niej doczepionej widniało: „Wznowić dostawy od dzisiaj”.

Zrobiła kilka głębokich wdechów, wymieniła kwef pielgrzymującej kobiety na męstwo tarczy krzyżowca i podjęła swoją wędrówkę w stronę drzwi Sylvii Perth. (…)

-Powinnam już iść – powiedziała ponuro Rohanne – muszę jutro zdążyć na samolot.

-Czeka na ciebie ktoś miły?

-Morgan Pfeiffer – odparła ponuro Rohanne.

-Nikt z jakiegoś bardziej romantycznego kontekstu?

-Niestety – potwierdziła Rohanne. Pomyślała o Herbim. –A w każdym razie nikt podpadający pod kategorię Vous ou Mort.

-Ja, jakkolwiek by liczyć, jestem zakochana od dwudziestu lat – oznajmiła Janice. – I to mnie nakręca.

-A ja – odparła Rohanne – z powodzeniem unikam miłości i mnie to włąśnie nakręca.

Janice klepnęła ją w kolano.

Spróbuj choć raz na odwrót, dla odmiany. Przejdź na drugą stronę lustra. Nigdy nie wiadomo, może tak ci się spodoba.

19. Arturo Pérez-Reverte: Szachownica flamandzka

 ref. szachy, Lewis Carroll – akrostychy, „wygląda jak szachownica”

Wygląda to zupełnie jak wielka szachownica

-powiedziała wreszcie Alicja.

            Lewis Carroll, O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra (Przeł. Maciej Słomczyński)

… Zerknął na ślad po van Huysie na ścianie i przymknął powieki z wesołym uśmiechem. – Czyli, że nasz malarz lubił zagadki…

– Na to wygląda – odparła Julia.

Belmonte wskazał gramofon, z którego wciąż płynęła muzyka.

– Nie on jeden. Kiedyś często zdarzały się dzieła sztuki ze zgadywankami i ukrytymi  kluczami. Weźmy na przykład Bacha. Dziesięć kanonów tworzących Musikalisches Opfer należy do najdoskonalszych rzeczy, jakie skomponował, a mimo to żadnego nie spisał w całości od początku do końca…  Pozostawił tu pewien margines dowolności, jak gdyby chodziło o łamigłówki, które stawiał Fryderykowi Pruskiemu… To nierzadki w owej epoce chwyt muzyczny. Pisało się temat, zaopatrywało go w kilka mniej lub bardziej enigmatycznych wskazówek i pozwalało, żeby kanon powstały na bazie tego tematu odkrył jakiś inny muzyk czy wykonawca. Czyli, inny gracz, bo mówimy tu o grze.

– To ciekawe – odezwała się Menchu.

– Nawet nie mają panie pojęcia, do jakiego stopnia. Bach, jak zresztą wielu artystów, lubił pułapki. Nieustannie stosował fortele, żeby nabrać publiczność: drobne sztuczki z nutami czy literami, pomysłowe wariacje, nietypowe fugi. A przede wszystkim manifestował kolosalne poczucie humoru… Na przykład w jednym z utworów sześciogłosowych po kryjomu wprowadził własne nazwisko do dwóch najważniejszych głosów. Ale nie ograniczajmy się tylko do muzyki: Lewis Carroll, nie dość, że matematyk i pisarz, to jeszcze wielbiciel szachów, w wierszach przemycał akrostychy... Jest wiele inteligentnych sposobów na ukrycie pewnych informacji w muzyce, w wierszu czy obrazie.

– Bez wątpienia- odrzekła Julia. – Symbole i tajemne klucze często pojawiają się w sztuce. Nawet w sztuce współczesnej… Tyle, że nie zawsze mamy informacje, które pomogłyby nam odczytać te tajemne przesłania, zwłaszcza sprzed wielu lat. (…)

p.164

Zobaczyła w lustrze weneckim swoje odbicie, mroczny cień pośród mroków, ledwie widoczną białą plamę twarzy, zatarty kontur, wielkie ciemne oczy – po drugiej stronie lustra wyłaniała się Alicja. Przejrzała się też w van Huysie, w zwierciadle odbitym w lustrze weneckim, w odbiciu odbicia. I znowu poczuła, że o tak późnej porze lustra, obrazy i szachownice płatają wyobraźni niecne figle. A może to tylko przemiany czasu i przestrzeni, bezwartościowych pojęć względnych.

(…) Julia zagłębiła się w fotelu i spojrzała na sufit, usiłując uporządkować myśli. Wcześniej pozapalała wszystkie światła w pokoju, żeby odegnać otaczające ją widma. Rubieże rzeczywistości powracały z wolna, wypełniając na nowo czas i przestrzeń.

Doszła ostatecznie do wniosku, że do całej sprawy można podejść w sposób dużo bardziej praktyczny. Wedle właściwego punktu widzenia, Julia nie powinna przyjmować roli Alicji, ale raczej dorosłej Wendy. Żeby spojrzeć na to od takiej strony, wystarczyło zamknąć oczy, otworzyć je, popatrzeć na van Huysa tak, jak patrzy się na zwykły obraz sprzed pięciu stuleci (…).

18. Maria Bartosiewicz, Bożena Gorska, Grażyna Sekulska, Krzysztof Wielecki: Tacy jesteśmy – podręcznik do języka polskiego KLASA CZWARTA. Warszawa, Wydawnictwo JUKA, 2000.

ref. The Mock Turtle

Rozdział dziesiąty RÓŻNIE O TYM SAMYM

Na pewno zwróciłeś uwagę, że przy każdym tekście obcego autora umieściłem imię i nazwisko tłumacza. Bo właśnie dzięki tłumaczowi możesz poznać utwór, który byłby dla ciebie niedostępny w języku oryginału. Czytając książkę, nie zastanawiasz się nad tym, że tekst przekładu jest tylko jakimś „odbiciem” oryginału.

Proponuje Ci teraz, abyś zapoznał się z efektami pracy trzech tłumaczy, którzy przełożyli z języka angielskiego na polski Alicję w Krainie Czarów Lewisa Carrolla . W trzech pokazanych tu próbkach poznasz trzy wersje tego samego fragmentu książki. Pozornie to samo, a jednak za każdym razem coś innego.

Opowieść Niby Żółwia –  Przekład Antoniego Marianowicza

Królowa zapytała:

  • Czy widziałaś już Niby Żółwia?
  • Nie, nie widziałam – odparła Alicja – i nawet nigdy o nim nie słyszałam.
  • Z tego stwora robi się pyszną zieloną zupę, która naśladuje zupę żółwiową. Nazywamy go dlatego Niby Żółwiem.
  • Ciekawa jestem, jak takie zwierzę wygląda – westchnęła Alicja.
  • Chodź, przedstawię ci go, a przy okazji usłyszysz jego historię.

Opowieść Żółwiciela –  Przekład Macieja Słomczyńskiego

Królowa powiedziała do Alicji:

  • Czy widziałaś już Żółwiciela?
  • Nie – odparła Alicja. – Nie wiem nawet, co to jest Żółwiciel.
  • Jest on tym, z czego robi się Zupę Żółwicielęcą – powiedziała Królowa.
  • Nigdy nie widziałam czegoś takiego ani nie słyszałam o niczym takim – powiedziała Alicja.
  • Więc chodź – powiedziała Królowa – a powie ci on swoje dzieje.

Opowieść Fałszywego  Żółwia –  Przekład Roberta Stillera

Królowa rzekła do Alicji: „Fałszywego Żółwia już widziałaś?”

„Nie – odparła Alicja. – Nawet nie wiem, co to jest Fałszywy Żółw”.

„To jest to, z czego robi się Podrabianą Zupę Żółwiową”, wyjaśniła Królowa.

„Nie – zdziwiła się Alicja. – Nie widziałam i nawet nie słyszałam o czymś podobnym”.

„Idziemy! – rozkazała Królowa

17. Jonathan Carroll: Kraina Chichów 

ref. Po drugiej stronie lustra, Lewis Carroll

…Ciekawe, wie pan, że odkąd na uczelniach wyższych otwarto kursy literatury dziecięcej i usankcjonowano pozycje literackie takich autorów, jak George MacDonald i bracia Grimm, a nawet zaczęto ich cytować, zainteresowanie twórczością France’a znacznie wzrosło. Jego książki i tak się zawsze sprzedawały. Ale teraz wszedł na listy lektur w wielu szkołach.

…Postanowiliśmy odnowić lekturę klasyki dziecięcej na wypadek ewentualnych podobieństw lub kontrastów z dziełem France’s.

„Hobbit”, „Lew, czarownica i stara szafa”,  „Po drugiej stronie lustra” … Połowę dnia spędzaliśmy na lekturze (…)

Przyjechał Martin (który zdążył już, ku zgorszeniu wuja, zmienić nazwisko na France) i Otto umieścił go w warsztacie jako czeladnika. France’owi praca chyba odpowiadała, bo został w drukarni aż do śmierci Ottona w roku 1945 – roku wydania „Sadzawki Gwiazd”.

Książka nie zrobiła wielkiej furory, ale wydawcy byli z niej na tyle zadowoleni, że zaproponowali France’owi tysiącdolarową zaliczkę na poczet następnej książki, którą okazały się równie mało kasowe ”Brzoskwiniowe cienie”. Mimo to krytyk, nazwiskiem Charles White, napisał obszerny artykuł o twórczości France’a w „Atlantic Monthly”. Porównał go z Lewisem Carrollem i Lordem Dunsany jednocześnie. Artykuł ten dał początek sławie France’a.

16.Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska: Nie mogłem być inny Zagadka Macieja Słomczyńskiego

ref. Książka Alicja w krainie czarów

Po Ulissesie Słomczyński tłumaczy jeszcze poezję Joyce’a i fragmenty Finnegan’s Wake, później Alicję w krainie czarów Lewisa Carrolla i Raj utracony Johna Miltona. 

15. George Gamow: Mister Tompkins w krainie czarów

ref. Lewis Carroll, Wonderland

George Gamow, urodzony w  roku 1904 w Rosji, mieszka od wielu lat w Stanach Zjednoczonych. Jest profesorem fizyki teoretycznej w Geogre Washington University w Waszyngtonie. Znany jest jako twórca rozpadu jądra atomowego z emisji cząstki alfa (…)

W roku 1938 w angielskim czasopiśmie „Discovery” zaczął się ukazywać Mr Tompkins In Wonderland i od razu wzbudziła zainteresowanie i zdobył uznanie szerokich kół Czytelników. (…)

W roku 1956 otrzymał Gamow Nagrodę Kalingi, przyznawaną corocznie przez UNESCO za wybitną działalność popularnonaukową.

Książka ta dedykowana jest Lewisowi Carrollowi i Nielsowi Bohrowi

14. Andriej Kurkow: Ostatnia miłość prezydenta

ref. Ogród, Lewis Carroll

Zurych. Koniec października 2004 roku.

Stanowisko tej kobiety w dosłownym tłumaczeniu z niemieckiego brzmiało mniej więcej tak: konsultant do spraw szacunku dla śmierci. (…)

-Teraz porozmawiajmy o chwili pożegnania z pańskimi dziećmi. Ma pan wybór. Możemy je pochować na cmentarzu, tu niedaleko. To oczywiście dużo kosztuje, ale dla zmarłych w naszej klinice jest niewielka zniżka. Albo jeśli pan zechce, możemy poddać kremacji. Na cmentarzu jest część dziecięca. Nazywa się OGRÓD LEWISA CARROLLA. Można zmieszać proch z ziemią i posadzić na tym miejscu dwie róże. Różom może pan nadać imiona dzieci. Zostaną one wygrawerowane ma tabliczkach z brązu, postawionych obok kwiatów

13. Adams Richards: Wodnikowe Wzgórze  

ref. sen (TLG)

EPILOG

  • W swoim rzemiośle wyszedł on na mistrza
  • Pod okiem pierwszych wieku kapitanów
  • Trzymała się długo, lecz obrzydła starość
  • Obu nas w końcu w swe ujęła szpony,
  • Wygnała obu z rycerskiej szermierki.
  • Szekspir, Wszystko dobre, co się dobrze kończy[1]

On był, oczywiście, częścią mojego snu – ale ja też byłam

częścią jego snu.

                                                                      Lewis Carroll,

O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra[2]

[1] Tłum. Leon Ulrich
[2] Tłum. Maciej Słomczyński

12. Zadie Smith: O pięknie  

ref. Cheshire kot, książka (zegarek, marmolada, wypij mnie)

Kiki  postawiła Murdocha na ziemi i pozwoliła postawić sobie stopę na bambusowym stołeczku. Musiała oprzeć się na ramieniu mężczyzny, żeby utrzymać równowagę. Jej sarong rozchylił się nieco i odsłonił kawałek uda. Spod pulchnej fałdy skóry za kolanem trysnął pot. (…) Zastygła w tej niezwykłej pozycji Kiki poczuła nagle, że zakleszcza się na niej jakiś potrzask. Dwie męskie ręce ścisnęły ją od tyły w talii, a potem tuż przed nią zmaterializowała się,  niczym oblicze Kota z Cheshire, czerwona od upału twarz i jakiś nieznajomy ucałował ją w wilgotne policzki.

– Jezu … Co za wariat …

– O rany, Keeks – ależ ty masz nogi, aż do samej szyi! Chcesz, żebym tu padł trupem?

– Boże, Warren, to ty … O mało mnie nie zabiłeś – …..

/ . . . /

Kiedy dotarł do domu, był średnio pijany. Za bardzo, by mógł pracować, ale nie na tyle, by iść spać. W domu było pusto. Wszedł do salonu. leżał tu tylko zwinięty w kłębek  Murdoch. (…)  Howard podniósł Murdocha z jego cuchnącego koszyka, wziął go pod pachę i podszedł do półki z książkami. Przemknął rozbieganymi oczami po tęczy grzbietów i tytułów. Ale każdy budził w nim opór – Howard nie chciał powieści ani biografii, nie chciał poezji ani żadnego akademickiego dzieła autorstwa kogoś, kogo znał. Zaspany Murdoch szczeknął cicho  i złapał go lekko zębami za dwa palce. Howard sięgnął wolna ręką  po stare wydanie  Alicji w Krainie Czarów i podszedł z książką  i psem do kanapy. Uwolniony Murdoch natychmiast wrócił do swego koszyka. (…) Howard wyciągnął się na kanapie, podłożywszy sobie poduszkę pod głowę. Otworzył książkę; jego wzrok przyciągnęły pojedyncze wydrukowane wersalikami zdania:

BARDZO

            WYCIĄGNĄŁ ZEGAREK Z KIESZONKI KAMIZELKI

MARMOLADA POMARAŃCZOWA

                        WYPIJ MNIE

Przeczytał parę linijek. Zrezygnował. Obejrzał kilka ilustracji. Zrezygnował. Zamknął oczy.  (…)  Kiki wyjęła mu książkę z rąk.

– Trudna lektura. Zostajesz tu na dole?

11. Julio Cortazar:  Gra w klasy

ref. Cheshire Cat
Rozdział 14

– Czy to prawda, że przygotowujesz książkę na temat tortur?

– O to niezupełnie to – odparł Wong.

– A co to jest?

– W Chinach pojęcie sztuki zawsze było odmienne.

– To wiem, przecież wszyscy czytaliśmy Chińczyka Mirabeau. A czy to prawda, że masz zdjęcie tortur w Pekinie z lat dwudziestych, czy coś takiego?

– O nie – uśmiechnął się Wong. – Wyblakłe, nie ma co pokazywać.

– A czy to prawda, że najokropniejsze z nich zawsze nosisz w portfelu?

– O nie… – powiedział Wong.

– I że pokazywałeś kobietom w kawiarni?

– Tak się prosiły… W dodatku nic nie zrozumiały.

– Pokaż no – Oliveira wyciągnął rękę.

Z uśmiechem Wong wpatrzył się w tę rękę. Oliveira był zbyt pijany, żeby nastawać. Przełknął łyk wódki i zmienił pozycję. Na jego dłoni znalazła się złożona we czworo kartka papieru. Uśmiech Wonga zmienił się w uśmiech Kota z Cheshire i ukłon wśród dymu. Pal miał ze dwa metry, ale pali było osiem, tylko że to był ten sam pal ośmiokrotnie powtórzony na czterech seriach podwójnych zdjęć […]

 

10. Czesław Miłosz: Rodzinna Europa

 Podróż na Zachód

Ref. Dwie Alicje w krainie czarów [?]

„Działo się to w roku 1931. (…)Pierwszym miasteczkiem zachodnioeuropejskiego typu, jaki wypadło nam oglądać, był Litomyśl w Czechosłowacji, gdzie gościnnie nas podejmował poznany przypadkiem kapelusznik. (…) Mój podziw dla czeskiej schludności i dla stopy życiowej naszego kapelusznika wyjaśnia w skrócie kompleks zachodni u wszystkich ludzi ze wschodu. Nasilenie jego co prawda nie jest równe. Miałem przypomnieć sobie Litomyśl w roku 1940, kiedy udając że śpię, przysłuchiwałam się w rosyjskim pociągu rozmowie dwóch komisarzy o terytorium, jakie Związek Sowiecki pozyskał dzięki paktowi Mołotow -Ribbentrop. O najuboższych powiatach wymieniały wrażenia dwie Alicje w Krainie Czarów. Ale zdumienie ich nie było przyjazne. Mieszały się z nim zawiść i gniew.”

9. Gary Keller:  Jedna rzecz: Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć

Ref. Cheshier cat, …którędy powinnam pójść?

– Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść?

-To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak.

– Właściwie wszystko mi jedno.

– W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.

Spotkanie Alicji z Kotem z Cheshire w Alicji z krainy czarów Lewisa Carrolla to klasyk, który odkrywa przed nami relacje między celem a priorytetem. Nadaj życiu sens, a będziesz wiedział, dokąd iść. Wyznacz priorytety, a będziesz wiedział, jak tam dotrzeć.

8. Roland Topor: Alicja w Krainie Liter. O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie kartki.

 ref. książka, ilustracje, dedykacja

Pamięci Lewisa Carrolla

Skulona w fotelu w salonie Alicja podniosła głowę znad książki, którą właśnie przeglądała, i spojrzała w stronę okna. Westchnęła: padający od rana deszcz lał teraz strumieniami.

– Co za nuda! Jęknęła.- Pewnie, że zbieranie ślimaków w ogrodzie po deszczu to świetna zabawa, ale najpierw musi przestać padać. Bardzo lubię czytać, chyba jednak wolę biegać za serso lub urządzać piknik.

Po czym rozmarzona dodała:

-Pewnie dlatego, że jestem małą dziewczynką.

Spróbowała wrócić do lektury, ale litery nagle się rozmazały. Nachyliła się nad książką, lecz nic to nie pomogło. Położyła policzek na stronie dwudziestej trzeciej i zasnęła.

Coś załaskotało ją w twarz, więc otworzyła jedno oko. Spostrzegła, że strona dwudziesta trzecia, podobnie zresztą jak dwudziesta druga, jest teraz całkiem biała.

-No proszę, śnieg zasypał litery – powiedziała do siebie Alicja. (…)  Ujrzała maleńkiego osobnika, który próbował oswobodzić nogę uwięzioną pomiędzy policzkiem a kartką. Przyjrzawszy mu się uważnie, Alicja stwierdziła, że człowieczek jest ni mniej, ni więcej, tylko literą, a ściśle literą A.

Uwolniła go czym prędzej, on zaś natychmiast zaczął masować bolącą nogę, narzekając na roztargnienie dziewczynki. (Do Alicji doszło słowo „bezmyślna”, ale udała, że nie słyszy).

Teraz rozumiała, dlaczego kartki są białe: uciekły z nich litery. Widziała zresztą, jak pędzą w jakieś tajemnicze miejsce pod biblioteczką.

-Będę ostatnie – biadoliło A. –Oby tylko znalazła się jeszcze dla mnie rola!  Kulejąc, A dołączyło do reszty czcionek. Alicja, zaciekawiona, ruszyła za nim.

(…) Rozgorzała zaciekła bitwa i dopiero po dłuższym czasie Alicja zobaczyła, że litery wygrywają. Gramatyka i Składnia uciekły, żegnane wrogimi okrzykami. Na placu boju leżało wielu rannych.

Tymczasem litery zorganizowały na cześć zwycięstwa wielki bal. Łączyły się, nie zważając na ortografię związek zgody.

Alicja przeczytała takie na przykład słowa: CIGNSDGLUP  albo YUJHYGV albo też RTFGOLEOJPUYTRFDESESEZAZZZE,

Nie brakło im fantazji, ale mogły przyprawić o ból głowy.

-Dość! – krzyknęła. Ale litery nie chciały przestać:

-GYGYGYGYTRZZZZYYYYXTUI.

-Dość! Dość! Dość! Zmiłujcie się nad Z!

-GHAKJAKGAKGAKGAK.

Alicja się obudziła.

Siedziała na fotelu w salonie. Książka leżała na podłodze. Jak dawniej, strony pokryte były literami.

Spojrzała w kierunku okna. Przestało padać. Zza chmur wyjrzała tęcza. Alicja zerwała się i przykleiła policzek do szyby, żeby mieć lepszy widok.

-Pójdę do ogrodu poszukać ślimaków – pomyślała.

7. Michio Kaku: Hiperprzestrzeń: Naukowa podróż przez wszechświaty równoległe, pętle czasowe i dziesiąty wymiar.

ref. Królik,lustro, wpadanie do norki
Hiperprzestrzeń

Wszechświaty wielokrotnie połączone

[p.41] Kiedy budzimy się rano i otwieramy okno, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza, oczekujemy, że jak zwykle zobaczymy nasze podwórko. Nie spodziewamy się widoku egipskich piramid. Kiedy zaś otwieramy drzwi, widzimy samochody na ulicy, a nie kratery i wygasłe wulkany tworzące ponury, księżycowy krajobraz. Nie zastanawiając się nawet nad tym jesteśmy przekonani, że możemy bezpiecznie otwierać okna lub drzwi, bez obawy, iż zostaniemy śmiertelnie przestraszeni. Na szczęście nasz świat różni się od filmów Spielberga. Działamy na podstawie głęboko zakorzenionego przekonania (Które niezmiennie okazuje się prawdziwe), że świat jest prosto połączony, że okna i drzwi nie są wejściami do tuneli prowadzących do jakiegoś odległego wszechświata. (W zwykłej przestrzeni każdą pętlę z liny można zawsze zmniejszyć; przestrzeń taką nazywamy prostą połączoną. Jeżeli jednak pętla umieszczona jest wokół wejścia do tunelu, nie można jej ściągnąć do punktu; pętla wnika wtedy w tunel. Takie przestrzenie nazywamy wielokrotnie połączonymi. Mimo że zakrzywienie naszego wszechświata w niewidzialnym wymiarze zostało zamierzone eksperymentalnie, istnienie tuneli oraz kwestia, czy Wszechświat jest wielokrotnie połączony, są ciągle tematem naukowych dyskusji).

Od czasów Georga Bernharda Riemanna matematycy badali własności wielokrotnie połączonych przestrzeni, w których różne obszary przestrzeni i czasu są z sobą splecione. Fizycy, którzy kiedyś myśleli, że to jest ćwiczenie intelektualne, teraz uważnie badają wielokrotnie połączone światy jako praktyczny model Wszechświata. Modele te stanowią naukowy odpowiednik lustra Alicji. Kiedy Biały Królik Lewisa Carrolla wpada przez króliczą norkę do Krainy Czarów, w rzeczywistości wpada do tunelu.

[p. 63 ] …w 1845 roku [drf. Riemann] wygłosił wykład, który spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem. Z dzisiejszego punktu widzenia był to bez wątpienia jeden z najważniejszych publicznych wykładów w historii matematyki. W całej Europie rozeszła się wieść o tym, że Riemann zdecydowanie przekroczył granicę geometrii euklidesowej, która władała matematyką przez dwa tysiąclecia.  […] Jego praca została przetłumaczona na kilka języków i wywołała dużą sensację w matematyce. Nie było powrotu do dzieł Euklidesa.

[p.69]             Riemann przewidział jeszcze inny kierunek w rozwoju fizyki. Był jednym z pierwszych, którzy zajmowali się wielokrotnie połączonymi przestrzeniami i tunelami. Aby wyobrazić sobie to pojęcie, weźmy dwie kartki papieru i połóżmy jedną na drugiej. Zróbmy nożyczkami niewielkie rozcięcie w każdej z nich. Potem sklejmy obie kartki wzdłuż nacięć (…)

Gdyby jakiś owad żył na górnej kartce, mógłby pewnego dnia przypadkowo wejść w szczelinę i znaleźć się na dolnej kartce. Bardzo by się zdziwił, ponieważ nic nie znajdowałoby się na swoim miejscu. Po wielu eksperymentach odkryłby, że przechodząc przez rozcięcie może powrócić do znanego mu świata. Kiedy mija szczelinę, świat wygląda normalnie. Lecz gdy próbuje pójść na skróty przez nacięcie, wpada w tarapaty.

Cięcie Riemanna to przykład tunelu (tyle tylko, że o zerowej długości) łączącej dwie przestrzenie. Wykorzystał to z sukcesem matematyk Lewis Carroll w książce Po drugiej stronie lustra. Cięciem Riemanna, które łączy Anglię z Krainą Czarów, jest lustro. Obecnie cięcia Riemanna przetrwały pod dwoma postaciami. Po pierwsze, trafiają do każdego kursu matematyki wyższej na świecie. Gdzie są wykorzystywane w teorii elektrostatyki i przy tworzeniu map konforemnych. Po drugie, można je odnaleźć w epizodach z The Twilight Zone (Strefa mroku).

6. Dorota Terakowska: Tam gdzie spadają Anioły.

Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2000.

Ref: Książka: Alicja i ciasteczko

str. 149             Tej nocy trzy osoby czuwały prawie do brzasku, zanim zapadły w krótki sen. Tylko Ewa spała niezwykle mocno, a blask bijący od ukrytego pod poduszką anielskiego pióra otaczał jej głowę jak aureolą. Zaciśnięte powieki drgały, usta jakby mówiły, nogi jakby gdzieś biegły – i psycholog orzekłby, że dziewczynka znajduje się w fazie snu zwanej REM i śni jakąś niezwykle barwną, niemal rzeczywistą historię. …

Ewa biegła przez zieloną łąkę za domem. Biegnąc wiedziała, że jest o wiele mniejsza, niż była naprawdę; była teraz malutka, jak Alicja w Krainie Czarów po zjedzeniu magicznego ciasteczka.

„Jestem liliputem? karzełkiem?! hobbitem? Dlaczego tak strasznie zmalałam? Nie, nie zmalałam! Ja tylko mam pięć lat, tak jak WTEDY!” skojarzyła sobie nagle. „I przecież to nie ja! Dlatego ją widzę! To biegnie ONA, mała Ewa sprzed ośmiu lat! str.200            Po wyjściu matki Ewa wstała z łóżka i podeszła do półki z książkami, by wyszukać sobie coś, czego jeszcze nie znała lub co wyjątkowo lubiła. Mały Książę? Mistrz i Małgorzata? Alicja w Krainie Czarów? Album malarstwa Hieronima Boscha?

5. José Carlos: Listy do zabójcy bez znaczenia.

Tłum. Agnieszka Rurarz, Warszawa, Warszawskie Wydawnictwo Literackie, 2005.

ref. Cheshire Cat, Jabberwocky

str. 112  (…) Z powodu bezbronności oczu wydawało mi się, że znajduję się raczej w głębi własnego ciała niż w barze, pogrążając się we wspomnieniach o książkach, pomysłach, wcale, lub prawie wcale, o ludziach. Krótkowidz bez okularów przeżywa ciekawe doświadczenie. Jakbym naprawdę miała umrzeć: zamazujące się obrazy to jeden ze środków, jakie najczęściej służą opisowi osoby konającej, wykrwawiającej się, wpatrzonej w kogoś bliskiego, póki ten nie zamieni się w plamę, która będzie się coraz bardziej zacierała i na koniec zaniknie. Zaniknie.

Fantasmagoria
Ku własnemu zaskoczeniu zaczęłam się zastanawiać, co też mógł zobaczyć Kot z Cheshire, gdy kolejny raz zanikał. Może z jego punktu widzenia to świat się oddalał, mętniał, a zatem stawał się nierzeczywisty, rozmywał się. „You’ll see me there”, said the Cat , and vanished. Przypomniałam sobie dokonany przeze mnie przekład tej cudownej fantasmagorii logiki. Wydawnictwo, dla którego wówczas pracowałam, poprosiło mnie o wersję „poważną”, uważało bowiem, że obie Alicje to dzieła dla dorosłych. (…)

Profesor Gerardo Gracián, Jeden z moich guru na anglistyce, miał kuriozalną teorię na temat Dżabbersmoka, niezrozumiałego wiersza, który Carroll umieszcza w drugiej części swojej Alicji: O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra. Twierdził, że oryginalnym pomysłem autora było ukazanie kruchości znaczeń, iluzji słów w każdym tekście w zestawieniu z wrażeniem, jakie sprawia całość. „Kiedy Alicja kończy czytać wiersz – mówił – odnosi w r a ż e n i e, że jest on niezwykle piękny, ale go nie r o z u m i e. Wiele słów nie pochodzi z jej języka, ale wyłapuje ona pewne z n a c z e n i e owej Gestalt. Jej głowa zapełnia się pomysłami, ale nie ma pojęcia jakimi. Ma jedynie  l o g i c z n ą pewność co do treści: k t o ś zabił c o ś. Przyznajemy jej rację; czytelnik podziela jej pewność. Jeśli się państwo dobrze przyjrzą – to był jego sposób na zaznaczenie, że to, co powie, jest ważne – to każdy język jest dla czytelnika dżabbersmoczy, nawet własny: słowa mają różne znaczenie w zależności od kontekstu, epoki, użycia przez autora. Słowa gołe są n i e z r o z u m i a ł e. Dobry przekład to taki, który uchwycił z n a c z e n i e całości.  Owa magia, którą widać i której nie widać, owo złudzenie optyczne stanowią właśnie to, co odróżnia jednego autora od drugiego. Żaden autor nie jest słownikiem. Wszyscy bawią się nierealnością języka i tworzą obrazy, ale te z a n i k a j ą w powietrzu, bo słowa są n i e r e a l n e. Jednakże, podobnie jak Kot z Cheshire, tekst zanika na naszych logicznych oczach, pozostawiając zawsze uśmiech. I ten właśnie uśmiech powinniśmy zachować w tłumaczeniu.”

4. Jostein Gaarder: Świat Zofii.

Tłum. Iwona Zimnicka. Warszawa, Jacek Santorski & CO WYDAWNICTWO [wyd. IV], . 1995.

Ref:  Alicja, królik, „Wypij mnie”
KANT

… niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie…

Kiedy  wyszła na ścieżkę, dostrzegła nagle, że coś się rusza wśród pni. (…) Zofia stanęła jak wryta, gdy zrozumiała, że to pluszowy miś. (…)

  • Hej, hej! – powitała go Zofia.

Mały miś odwrócił się gwałtownie.

  • Nazywam się Kubuś Puchatek – powiedział. – Niestety zabłądziłem w lesie w tym dniu, którego gdyby nie to, byłby taki piękny. Ciebie w każdym razie nigdy jeszcze nie widziałem.
  • Może po prostu nigdy dotąd mnie tu nie było – powiedziała Zofia. – I wobec tego może nadal jesteś w domu, w Stumilowym Lesie.
  • Nie, to za trudne dla mnie. Musisz pamiętać, że jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku.
  • Słyszałam o tobie.
  • To pewnie ty jesteś Alicja. Krzyś opowiadał mi kiedyś o tobie i pewnie w ten sposób się spotkaliśmy. Wypiłaś trochę z jednej butelki i zaczęłaś się zmniejszać, a potem upiłaś z drugiej butelki i wtedy znów zaczęłaś rosnąć. W ogóle trzeba uważać na to, co się bierze do ust. Ja sam zjadłem kiedyś tyle, że ugrzęzłem w norze Królika.
  • Nie jestem Alicją.
  • Nie ma znaczenia, kim jesteśmy. Najważniejsze, że jesteśmy. Tak mówi Sowa Przemądrzała, a ona ma bardzo duży rozum.
    KIERKGAARD

    … Europa na skraju bankructwa…

    Podeszli do drzwi. Zofia przypuszczała, że ujrzy jakąś ogromną postać. Ale na schodkach prowadzących do chaty stała nieduża dziewczynka w letniej, kwiecistej sukience. Miała długie jasne włosy. W dłoni trzymała dwie buteleczki, jedną czerwoną, drugą niebieską.

    • Cześć! – przywitała ją Zofia. – Kto ty jesteś?
    • Mam na imię Alicja – przedstawiła się dziewczynka i dygnęła onieśmielona.
    • Dokładnie tak jak myślałem – pokiwał głową Alberto. – To Alicja w Krainie Czarów.
    • Ale jak tu trafiła?

    Alicja sama odpowiedziała:

    Kraina Czarów  to kraina bez żadnych granic. To znaczy, że Kraina Czarów jest wszędzie – mniej więcej tak jak ONZ. Dlatego nasza kraina powinna zostać członkiem honorowym ONZ. Powinniśmy mieć swoich reprezentantów we wszystkich komisjach. Bo także ONZ pochodzi z krainy ludzkich snów.

    • Och, ten major! – burknął Alberto.
    • A co cię tu sprowadza? – zapytała Zofia.
    • Miałam przekazać Zofii te dwie filozoficzne buteleczki.

    Podała Zofii buteleczki. Obydwie były zrobione z przezroczystego szkła, ale jedna zawierała płyn czerwony, a druga niebieski. Na czerwonej butelce widniał napis: „WYPIJ MNIE”,  a na niebieskiej: „MNIE TEŻ WYPIJ”.

    W następnej chwili obok chaty przebiegł biały królik. Poruszał się wyprostowany na dwóch nogach, a na dodatek ubrany był w kamizelkę i surdut. Tuż przed chatką wyciągnął z kamizelki zegarek i westchnął:

    • Och, mili moi! Spóźnię się!

    Znów zaczął pędzić. Alicja pobiegła za nim. W biegu dygnęła jeszcze raz i oświadczyła:

    • Znów się zaczyna.
    • Pozdrów Dinę i Królową! – zawołała za nią Zofia.

    Alicja zniknęła. Alberto i Zofia dalej stali na schodach i badawczo przyglądali się buteleczkom.

    • WYPIJ MNIE i MNIE TEŻ WYPIJ – przeczytała Zofia. – Nie wiem, czy się odważę. Może to trujące.

3. Paul Auster: Trylogia nowojorska.

Tłum. Michał Kłobukowski, Warszawa, Wydawnictwo :NOIR SUR BLANC,

ref: Humpty Dumpty
  • Quinn zastanowił się chwilę. Starał się, jak mógł.
  • D. – powtórzył. – Henry David? Henry David Thoreau?
  • Kulą w płot.
  • A może po prostu H. D.? Tak podpisywała się Hilda Doolitle, ta poetka.
  • Jeszcze gorsze pudło.
  • No dobrze, ostatni raz.. H. D. H… i D… Chwileczkę… Może… Chwileczkę… Ach… Tak, już mam. H oznacza Heraklita, filozofa-płaksę… a D – Demokryta, filozofa-śmieszka. Heraklit i Demokryt, bieguny dialektyki.
  • Bardzo zmyślna odpowiedź.
  • Zgadłem?
  • Nie, oczywiście, że nie. Ale odpowiedź, tak czy owak, zmyślna.
  • Nie powie pan, że się nie starałem.
  • Nie, nie powiem. I właśnie dlatego w nagrodę zdradzę panu prawidłowe rozwiązanie. Za pańskie trudy. Jest pan gotów?
  • Za inicjałami H.D. w nazwisku Henry’ego Darka kryje się Humpty Dumpty.
  • Kto taki?
  • Humpty Dumpty. No, wie pan. Jajo.
  • „Humpty Dumpty na murze siadł”?
  • Ten sam.
  • Nie rozumiem
  • Humpty Dumpty: najczystsze ucieleśnienie kondycji ludzkiej. Niech pan uważnie posłucha. Czym jest jajo? Tym, co się jeszcze nie narodziło. Paradoks, prawda? Jak bowiem może Humpty Dumpty żyć, skoro się nie narodził? A jednak żyje – nie ma co do tego cienia wątpliwości. Wiemy, że żyje, bo włada mową. Mało tego: Ma własną filozofie języka. „Kiedy ja wymawiam jakieś słowo – rzekł Humpty Dumpty cokolwiek wzgardliwym tonem – znaczy ono dokładnie to, co chcę, żeby znaczyło – ni mniej, ni więcej”. Pytanie tylko – powiedziała Alicja – czy rzeczywiście potrafisz nadać słowom tyle znaczeń”. „Kto ma kim władać, oto jedyne pytanie” – odparł Humpty Dumpty.
  • Lewis Carroll.
  • „Po drugiej stronie lustra”, rozdział szósty.
  • Ciekawa sprawa
  • Więcej niż ciekawa, drogi panie. Zasadnicza. Proszę uważnie słuchać, to może pan się czegoś przy okazji nauczy. Humpty Dumpty w tej krótkiej przemowie do Alicji określa szanse ludzkich nadziei i wskazuje klucz do naszego wybawienia: musimy stać się panami swoich słów, zmusić język, żeby odpowiadał naszym potrzebom. Humpty Dumpty był prorokiem, człowiekiem, który głosił prawdy, do jakich ówczesny świat nie dorósł.
  • Człowiekiem?
  • Daruje pan przejęzyczenie.  […] Ale w tym przejęzyczeniu kryje się nauka, która pomoże mi dowieść swego. Otóż każdy człowiek jest jajem, w pewnym sensie. Istniejemy, lecz jeszcze nie odnaleźliśmy przeznaczonej nam formy. Stanowimy czysty potencjał, przykład tego, co dotychczas się nie ziściło. Albowiem człowiek jest istotą upadłą – wiemy to z Księgi Rodzaju. Humpty Dumpty  to także istota upadła. Spada z muru i nikt nie potrafi złożyć go do kupy – ani król, ani jego konie, ani ludzie. Tymczasem ten właśnie cel musimy sobie wytyczyć. Naszym ludzkim obowiązkiem jest przywrócić jaju pierwotny stan. Bo Humpty Dumpty to każdy z nas, drogi panie. Pomagając jemu, pomagamy sobie. (str. 79)

 

2. Dan Brown: Kod Leonarda da Vinci

Tłum. Mazurek Krzysztof. Warszawa, Wydawnictwo Sonia Draga; Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, 2004. www.danbrown.com

Ref: spadanie (sen)

Rozdział 104, str. 534

Kaplica Rosslyn, często zwana Katedrą kodów, znajduje się w Szkocji siedem mil na południe od Edynburga, gdzie kiedyś stała starożytna świątynia Mithraic. Zbudowana przez templariuszy w 1446 roku, kaplica jest pokryta oszałamiającą mozaiką symboli zapożyczonych z tradycji religii żydowskiej, chrześcijańskiej, egipskiej, masońskiej i pogańskiej.

Geograficznie kaplica leży dokładnie na linii południka, który przebiega przez Glastonbury. Ta długość geograficzna, zwaną linią Róży, w tradycji jest znacznikiem wyspy króla Artura, Avalonu. Uważana jest też za główny filar uświęconej geometrii Brytanii. To właśnie od tej opiewanej w legendach linii róży bierze swoją nazwę Rosslyn – której nazwa w pierwotnym kształcie brzmiała Roslin.

Wieże kościelne Rosslyn rzucały długie wieczorne cienie, kiedy Langdon i Sophie Neveu zatrzymali wynajęty samochód na trawiastym parkingu u stóp wzgórza. Krótki lot z Londynu do Edynburga był spokojny, chociaż żadne z nich nie spało, nie mogąc się doczekać tego, co się wydarzy. Patrząc na surową budowlę, wznoszącą się ku zasnutemu chmurami niebu, Langdon czuł się jak Alicja z Krainy Czarów, spadająca głową w dół do nory królika. To musi być sen. Ale przecież ostatnia wiadomość Sauniere’a mówiła najwyraźniej.

P o d    s t a r ą    R o s l i n    Ś w i ę t y    G r a a l    c z e k a.

1. Joanna Malinowska-Parzydło, Jesteś marką,

Helion, 2015, ISBN: 978-83-246-9911-7

ref: kluczyk

Ta ostatnia strona książki to drzwi do  bardziej wartościowego i świadomego życia uwzględniającego perspektywą ważnych ludzi wokół Ciebie.

A teraz nadszedł czas na podejście do drzwi.

Jak w “Alicji w krainie czarów” – kluczyk już masz w dłoni. Co więcej, drzwi przed Tobą są tymi właściwymi, jeśli tylko odpowiednio uważnie odbyłeś “podróż do wnętrza siebie” i solidnie odrobiłeś “lekcję siebie”, jaką była ta książka. Teraz pozostaje już decyzja, czy chcesz przekroczyć próg…

Alicja_Jesteś marką