Co zbroiły dwie Alicje

Dwie “Alicje w Krainie Czarów”, które ostatnio kupiłam wzbudziły skrajne uczucia. Dlaczego jedna książka spodobała mi się, a druga wprost przeciwnie – o tym poniżej.

„But it’s no use now,” thought poor Alice, „to pretend to be two people! Why, there’s hardly enough of me left to make ONE respectable person!”

–          Tu już muszę być zawsze tylko jedna – zdecydowała dziewczynka – tu powinnam być rozsądna, dwie na pewno by coś zbroiły. (Maria Morawska)

          „Eh, nie ma co teraz udawać – pomyślała biedna Alicja – że jestem dwiema osobami! Przecież nie zostało ze mnie nawet tyle, żeby starczyło na jedną porządną osobę!” (Wioletta Gołębiewska)

Jedna Alicja a różne wydawnictwa

Alicja czy wążDwie Alicje a może tysiąc? Jedna mała Alicja w książkach na całym świecie posiada mnóstwo twarzy. I to jest zrozumiałe. W końcu ta dziewczynka panuje w światowej kulturze od ponad półtora wieku. Poza kanonicznymi ilustracjami Johna Tenniela i Walta Disneya, każdy ilustrator ma prawo przedstawić swoją wizję. Czy podobnie jest z tekstem? Tu trzeba by przeprowadzić dyskusję naukową na temat tłumaczeń i adaptacji. Po ostatnim zakupie ciekawszym pytaniem wydaje się – A co z wydawnictwami? Czy opłaca się wydawać Alicję? Skoro od lat pojawiają się na rynku kolejne wydania, mogę założyć, że jest to inwestycja opłacalna. 6 grudnia 2024 roku na polskim rynku pojawiło się nowe, szesnaste już, tłumaczenie Alicji z wyrafinowanymi ilustracjami Salvadore Dali, na świetnym papierze. Wkrótce wydawnictwo {materia} ogłosiło, że mimo wysokiej ceny, luksusowe wydanie błyskawicznie zostało wyprzedane i musieli zrobić dodruk. Nabywając tłumaczenie Pauliny Braiter, zakupiłam także dwie Alicje w Krainie Czarów innych wydawnictw.

Alicja Adamskiej

Na stronie internetowej Empiku spodobały mi się okładki dwóch książek adresowanych do dzieci. Ilustracje to problem, który interesuje szczególnie kolekcjonerów. O ile w informacjach szczegółowych można przeczytać nazwisko tłumacza, to już nazwiska ilustratora brak. Jednak tym razem zastanowiło mnie coś innego, a mianowicie, chodzi o uczciwość względem internetowego nabywcy. Kupując w księgarni, możemy książkę przejrzeć i zobaczyć czy odpowiada naszym potrzebom. Natomiast w Internecie musimy polegać na opisie sprzedającego. Oglądając ofertę w witrynie Empiku, miałam nadzieję, że kupuję tę samą książkę – jedną Alicję – dwóch różnych wydawnictw: Olesiejuk i IBIS. Ilustracje na obu okładkach sugerowały, że będzie to odpowiedni prezent dla młodszych dzieci. Niestety, chociaż Alicja była małą dziewczynką, to nagle jakby rozdwoiła się. Dwie Alicje mogły nie tylko nabroić osobiście, ale bardzo poróżnić czytelników.

Alicja Olesiejuka

Zenon i królikPierwsza Alicja  wydawnictwa Olesiejuk kosztowała mnie 19.99zł. Wydawnictwo od ponad dwudziestu lat specjalizuje się w książkach dla dzieci. Wielkim atutem tej Alicji w Krainie Czarów są ilustracje Aleksandry Adamskiej-Rzepki. Co prawda wydawca podpowiada (przynajmniej na stronie Empiku), że jest to „także lektura uzupełniająca dla uczniów klasy piątej”, ale nie liczyłabym na to. Już Gilbert K. Chesterton obawiał się, że Alicja może trafić do szkół i z uczennicy zmienić się w surową nauczycielkę. * I cały czar zniknie. Książka wydawnictwa Olesiejuk czaruje ilustracjami, ale wątpię, aby one odpowiadały gustom współczesnych jedenastolatków, zwłaszcza chłopców. Bardziej trafią do ośmiolatków, jeśli chodzi o szkołę. (Natomiast książka tego samego wydawnictwa z ilustracjami Julii Sarda byłaby odpowiednia dla starszych dzieci.) Ogólnie ilustracje Aleksandry Adamskiej –Rzepki korespondują z przekazem książki, czyli mają podwójnego adresata. Mała czytelniczka dostrzeże słodką Alicję i inne postacie. Dorosła zwróci uwagę na dowcipne elementy nawiązujące do treści w obrazach przed rozdziałami.

RJazda na konikuozdział pierwszy to królik śpieszący na spotkanie. Małe dziecko zauważy słodkiego króliczka. Może nawet i ślimaczka. Dorosły może dostrzec w tym obrazku symbol paradoksu Zenona z Elei. Rozdział II żółta kaczuszka siedząca na Dodo. Rozdział trzeci to supełek na ogonie myszki. Przy okazji, brak klasycznego mysiego ogona (tail/tale ) w tekście w tłumaczeniu Wioletty Gołębiewskiej, pokazuje trudność jakie Alicja sprawia tłumaczom. W rozdziale czwartym dwa pluszowe zwierzaczki poją Mietka Jaszczurkę koniakiem. Gąsienicowe rady w rozdziale piątym zaczynają się obrazkiem węża otaczającego splotami jajko, co uprzedza pogląd gołębicy, że małe dziewczynki nie różnią się zbytnio od węży. Też jedzą jajka. Ciekawą ilustrację czytelnik znajdzie w Homarowym kadrylu. Skoro do jazdy konnej ludzie noszą buty z ostrogami, to według Gryfa u nich w morzu nosi się halibuty z ostrygami a jeździ się na konikach morskich i okoniach. Aleksandra Adamska-Rzepka dowcipnie tą sytuację zilustrowała.

Alicja IBIS

„A cóż jest warta książka – pomyślała Alicja – w której nie ma rozmów ani obrazków?”

Dwie Alicje – takie miałam wrażenie, kiedy wzięłam do ręki książkę wydaną przez IBIS. Na okładce słodka dziewczynka i Królik w towarzystwie Królowej oraz eleganckiego Kapelusznika. Wydawnictwo zapewnia o swojej misji tworzenia książek: „Każdą książkę, nad którą pracujemy, traktujemy priorytetowo, zależy nam, aby nasze publikacje były wartościowymi książkami wyróżniającymi się wysoką jakością, zarówno pod względem merytorycznym, jak i estetycznym.” Co prawda już niska cena, 13.99zł, mogła sugerować raczej skromną pozycję. Nic mi też nie sugerowało określenie tłumacza jako „praca zbiorowa”, a tymczasem wewnątrz podano, że tekst przetłumaczyła Maria Morawska. Jeśli się porówna z książką Morawskiej z 1947roku, to najważniejsza zmiana dotyczy  imienia z Ala na Alicja.  A różnica? Ilustracje! Pierwsze tłumaczenia Morawskiej ilustrował polski grafik Karol Mackiewicz. Książka dla dzieci wydawnictwa IBIS nie posiada ilustracji! Alicja bez ilustracji powinna być penalizowana – to opinia mojej znajomej z Kanady. „Na co komu książka bez obrazków”.

KolekcjaDwie Alicje a tak różne. Która książka spodobałaby się dziecku? Niedawno oglądałam edytorską kolekcję ponad 600 woluminów „Alice in Wonderland”. Tylko dwie pozycje powtarzają się w mojej kolekcji obejmującej obecnie 168 książek. To pokazuje, jak popularna nadal wśród ilustratorów i wydawców jest Alicja. Z drugiej strony zaczynam podejrzewać, że jeśli chodzi o Alicję, to studnia melasy z opowiadania Susła podczas zwariowanego podwieczorku szalonego jest parafrazą obecnej sytuacji wydawniczej i biznesowej. Każdy chce z niej czerpać melasę, aby słodko i dobrze żyć. Bardzo mi przykro, ale Alicji w Krainie Czarów wydawnictwa IBIS nie polecam.   Wygląda na to, że to nie dwie Alicje coś zbroiły, a wydawnictwo, które proponuje dzieciom książkę bez obrazków .